Z wizytą w Greenwich

Kartograficzny środek Ziemi i święte miejsce dla miłośników żeglarstwa. Z pięknym widokiem na londyńskie City i dziesiątkami historycznych pubów nad samą Tamizą, Greenwich jest magnesem przyciągającym i turystów, i mieszkańców brytyjskiej stolicy. Dzisiaj w słynnym obserwatorium, gdzie wymyślono jak pokroić Ziemię południkami i równoleżnikami, czeka wystawa, która zaprasza nas do podróży w czasie.

Admirał Horatio Nelson był poważnie ranny. Wystrzał z francuskiego muszkietu oddany pod Trafalgarem trafił go w kręgosłup. Choć bitwa morska z połączonymi flotami Francji i Hiszpanii była wygrana, jej dowódca, szef Brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej, przegrywał swoją bitwę słabnąc z każdą chwilą.

Reklama

Gdy zmarł cztery godziny później, marynarze postanowili ciało dowódcy przywieźć do domu. Zapakowali je w beczkę z rumem, postawili żagle i ruszyli do domu – do Greenwich. Tam bowiem mieściły się najważniejsze miejsca brytyjskiego marynarza – dowództwo, doki, stocznie i szpital. Po trzech miesiącach, w początku 1806 roku byli na miejscu.

– Po złożeniu ciała admirała w naj bardziej reprezentacyjnej sali, stołówce dla weteranów, marynarze niemal z religijną czcią... wypili trunek, w którym ono przyjechało. Od tej pory na rum mawia się tu „krew Nelsona” – opowiada przewodnik.

Wrażenie robi do dziś nie tylko „zakrapiana” dawką czarnego humoru opowiastka, ale i sama sala „The Painted Hall” (ang. Pomalowana Sala), w której oddawano hołd poległemu admirałowi. Przepiękne marmurowe podłogi i wspaniałe zdobienia ścian ustępują tylko dekoracji, jaką uzdolniony ma larz umieścił na sklepieniu pomieszczenia.

Sala, którą nazywa się „świątynią Nelsona”, sąsiaduje z zabudowaniami dawnego szpitala marynarki. To właśnie wśród tych wiktoriańskich budynków, pod rozległymi kolumnadami i po bulwarach nad Tamizą, spacerowały dochodzące do siebie po trudach podróży wilki morskie Imperium Brytyjskiego. Jednak plotka głosi, że lubili tu bywać nie tylko dla zwykłej rekonwalescencji.

– Według przepisów Królewskiego Szpitala Morskiego dla Marynarzy, każdy pensjonariusz musiał spożywać dziennie co najmniej... trzy kufle piwa – opowiada Alastair Hook. Hook jest piwowarem zawodowcem i miłośnikiem ważenia dziwnych piw. Odkupił stary browar, który co najmniej od XVIII wieku zaopatrywał marynarzy w niezbędny do rekonwalescencji trunek i otworzył w nim elegancki pub, restaurację i browar w jednym. Od wejścia gości wita cała ściana miedzianej aparatury. W wielkich kadziach dojrzewa najlepsze piwo w okolicy!

O krok od browaru o leczniczych właściwościach znajduje się dzisiaj okazałe muzeum morskie, a w nim cuda brytyjskiej morskiej myśli technicznej – od pierwszych wymyślnych kotwic zagrzebujących się w dno, przez repliki statków, aż po motorowodne pojazdy wyścigowe o liniach przypominających połączenie smukłości ferrari i mocarnego wyglądu samolotów myśliwskich.

Wszystko przyćmiewa jednak Cutty Sark, XIX-wieczny kliper herbaciany, który był najszybszym statkiem swojej epoki (pobił wiele rekordów prędkości na trasie Anglia-Chiny), a dziś stał się nie lada atrakcją, jako jedyny na świecie statek w swojej klasie zachowany do naszych czasów.

Dziś, szczęśliwie uratowany z dwóch pożarów, stoi na brzegu obudowany w futurystyczny szklany kadłub. Brytyjczycy nigdy nie podbiliby świata w czasach królowej Wiktorii, gdyby nie flota. Ta zaś nigdy nie dałaby sobie rady na morzach świata, gdyby nie... obserwatorium astronomiczne w Greenwich.

To właśnie tu wymyślono jak pokroić Ziemię południkami i równoleżnikami i to właśnie przez jeden z tutejszych budynków przechodzi słynny południk zero. To tutaj schodziły się wszystkie ścieżki ludzi zaangażowanych w opisanie XVIII- i XIX-wiecznego świata. Dziś jest tu wystawa najdziwniejszych czasomierzy, busol, kompasów, sekstansów, lunet i map.

Na dziedzińcu zachwyca zegar słoneczny, na którym czas wskazuje para wyskakujących z wody spiżowych delfinów. Schodząc z obserwatorium przez piękny park zachwycamy się widokiem na City i Docklands, futurystycznie przebudowaną okolicę portową, znaną od średniowiecza i wciąż pełną pubów oferujących typowe jedzenie robotników portowych i... mocne trunki.

Marcin Jamkowski

Ile to kosztuje

Samolotem do Londynu. Ceny poza sezonem spadają do nieco ponad stu złotych, w szczycie gorączki podróży dochodzą do tysiąca. Greenwich leży w zasięgu miejskich autobusów i metra kursujących z centrum.

Noclegi: od tanich hosteli w Greenwich (ok. 100 zł) po hotele (nawet ponad 1000 zł).

oficjalna strona królewskich muzeów w Greewich: www.rmg.co.uk

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Świat & Ludzie
Więcej na temat:

Zobacz również

  • Nie ma znaczenia, czy przyjedziemy do Ortisei, Canazei, Corvary czy Arabby. W Dolomitach u stóp Gruppo del Sella przez cały tydzień można nie zdejmować nart i codziennie jeździć na innych stokach. więcej