Szwajcaria. Co warto zobaczyć?

Zadziwiające miasto, gdzie podczas jednego spaceru można przejść przez trzy państwa: Szwajcarię, Francję i Niemcy. Miasto inne, co podkreśla w swoim motto: Bazylea działa inaczej.

Reklama

Witajcie w mieście zaskoczeń i niespodzianek. Pierwsze spotka nas już na lotnisku Miluza-Bazylea. Otóż strzałki kierują nas do trzech wyjść: do Szwajcarii, Francji i Niemiec. Szwajcarski autobus do szwajcarskiej Bazylei jedzie część trasy „eksterytorialną” drogą, bo lotnisko leży na terenie Francji.

Po drodze nic nie zapowiada jeszcze świątecznej atmosfery, wielkiej zabawy, jaką obiecali nam gospodarze. Nawet, gdy spacerujemy przy straganach jednego z adwentowych jarmarków. Trwają ostatnie prace, słychać piły i wiertarki. Gdybym nie znał Szwajcarów, zwątpiłbym czy zdążą na następny dzień, dzień zero. Oczekiwanie wykorzystuję na poznawanie miasta, które – jak każde miejsce leżące na pograniczu – ma w sobie jakąś wyjątkową energię.

Przez stulecia brało to co najlepsze z różnych kultur, doświadczeń i religii

Pragmatyczni mieszkańcy Bazylei z dumą podkreślają swą odrębność (w podtekście – wyjątkowość). Bazylea dzieli się na dwie, jakże różne, części. Prawobrzeżna Kleinbasel (czyli Mała Bazylea) nie jest specjalnie ciekawa, chociaż zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wieczorem. Wtedy ożywają knajpki. Za dnia nie podejrzewałbym istnienia niektórych z nich. Po zmroku, zwłaszcza w piątki i soboty, pełno tu ludzi. Zwłaszcza młodych, więc i ceny, jak na Szwajcarię, znośne. Inny świat zaczyna się na moście Mittlere Brücke. Kamienna budowla jest na tyle duża, że mieszczą się pod nią wielkie barki płynące Renem aż do Morza Północnego.

Po drugiej stronie, na wysokim brzegu widać zarysy starej, zabytkowej części – Grossbasel (Wielkiej Bazylei). Na pierwszym planie po prawej sylwetka hotelu Trzej Królowie, najbardziej luksusowego, goszczącego gwiazdy sportu, muzyki i polityki. Od hotelu do Marktplatz (Placu Targowego) z efektownym ratuszem są tylko dwa kroki. Idę przez najstarszą, średniowieczną część starówki. Plac już tętni życiem. Już zaczyna się adwentowa gorączka. Nikt nie ma teraz głowy do odwiedzania wyjątkowych muzeów (sztuki, farmacji czy zabawek). Dziś jest dzień zabawy. Po placu krążą znani szwajcarscy artyści. Zbierają pieniądze na szczytne cele.

Mieszkańcy są hojni, turyści wrzucają franki raczej symbolicznie. Gęstniejący tłum czeka na główną atrakcję wieczoru – przejazd harleyowców. Na razie lepiej rozgrzać się Glühwein na jarmarkach przy katedrze albo kościele Franciszkanów. Nie poznaję tych miejsc. Jeszcze kilka godzin temu przypominały ogromny plac zabaw niezbyt rozgarniętego majsterkowicza. Teraz wszystko funkcjonuje, panuje idealny porządek.

Można coś zjeść, kupić świąteczne dekoracje, napić się grzańca

Jest jeszcze trochę czasu do parady, wracam na chwilę nad rzekę. Mam szczęście, na horyzoncie pojawiają się łodzie, kajaki i pontony a w nich dziwne postacie. Czekam aż się zbliżą i nie mogę wyjść z podziwu. Wioślarze przebrani są za świętych Mikołajów. Na bulwarze od strony Kleinbasel natychmiast zbiera się mnóstwo ludzi. Gorąco dopingują... Wracając, nie mogę oprzeć się pokusie, by zajrzeć do sklepu i muzeum bombek Johanna Wannera. Na opisanie baśniowej ekspozycji brak słów. Jakbym trafił do sklepu z powieści Karola Dickensa. Tu w każdym detalu żyje świat XIX wieku. Cacuszko! Zapada zmrok.

Czas iść przed ratusz

Trudno znaleźć dobre miejsce. Każdy chce być jak najbliżej. Słychać ryk motocykli i... Nie, tego się nie spodziewałem. Ukazuje się harley przypominający choinkę na kołach. Za kierownicą święty Mikołaj. Następny wygląda jak sanie z reniferem. Za nimi kolejne. Przy dwudziestym tracę rachubę.

Zachwyca mnie pomysłowość właścicieli tych drogich maszyn. Kiedy już spaliny się rozwieją, zaczyna się festyn. Teraz trudno znaleźć wolne miejsce w jakiejkolwiek knajpce, na jarmarkach panuje gwar i ścisk. Po grzane wino trzeba stać w kolejce kilka minut. Nikt jednak nie denerwuje się, nikt nie pogania, wszyscy uśmiechnięci. Zaczyna się długa noc. Będzie, będzie zabawa...

Informacje

Ile to kosztuje: Najwygodniej i najtaniej dostaniemy się tam samolotem. Połączenie z Warszawy w poniedziałek i piątek oferuje Wizz Air. Taryfy zaczynają się od 59 zł (w jedną stronę, włączając podatki oraz opłaty obowiązkowe). Jeśli polecimy w piątek, to warto wiedzieć, że w pierwszą niedzielę miesiąca wstęp do państwowych muzeów w Bazylei jest bezpłatny. Przydatne strony w sieci: wizzair.com, mojaszwajcaria.pl

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Świat & Ludzie
Więcej na temat:

Zobacz również