Słowenia: Kompaktowy raj

Tutaj śniadanie możemy zjeść na tarasie z widokiem na wysokie Alpy, a kolację nad samym brzegiem Morza Śródziemnego. Wystarczy przejechać autostradą tylko160 kilometrów.

Według tradycji każdy Słoweniec powinien raz w życiu zrobić dwie rzeczy – wspiąć się na Triglav, najwyższy szczyt Słowenii, i odwiedzić Veliką Planinę. To drugie nikomu nie nastręczy trudności, bo do położonego w Alpach Kamnickich malowniczego, zielonego płaskowyżu można dojechać kolejką gondolową, a potem wyciągiem krzesełkowym (cena biletu na oba przejazdy: 16 euro).

Okrągłe szałasy pasterskie

Reklama

Atrakcją Velikiej Planiny są okrągłe szałasy pasterskie o niespotykanej konstrukcji. Latem można w nich kupić sery i inne specjały z owczego mleka. Wspinaczka na Triglav to dużo poważniejsza sprawa. Góra ma 2864 metry i nawet najłatwiejsze szlaki prowadzące na jej szczyt wymagają naprawdę dobrej kondycji.

Większość ludzi (zarówno miejscowych, jak i turystów) woli więc na góry po prostu popatrzeć. W poszukiwaniu pięknych widoków najlepiej wybrać się do otoczonej Alpami miejscowości Bled.

Kurort słynie z pięknego krasowego jeziora

Kurort słynie z pięknego krasowego jeziora z wyspą (Blejski Otok) pośrodku. Stoi na niej kościółek, a przy nim dzwonnica z dzwonem życzeń. To właśnie z jego powodu przy wielu innych słoweńskich dzwonach wiszą tabliczki z napisem: „Uwaga, ten dzwon nie spełnia życzeń!”. Będąc w Bledzie warto też skorzystać z dobrodziejstw miejscowych basenów termalnych (12 euro).

Gondolą na zamek

Wizytę w słoweńskiej stolicy, Lublanie, najlepiej zacząć od kawy w kawiarni Tromostovje przy placu Preserena. Z dworca kolejowego dojdziemy tam w 10 minut. Kawiarnia Tromostovje mieści się w samym środku miasta.

Siedząc pod parasolem i popijając cappuccino, możemy, jak nigdzie indziej, poczuć klimat Lublany. Kawa jest tu naprawdę znakomita – tak samo zresztą jak w innych słoweńskich lokalach.

Mamy stąd świetny widok na osiemnastowieczną barokową katedrę, stojący przed nią pomnik słoweńskiego romantyka France Preserena oraz na trzy połączone ze sobą mosty przecinające rzekę Lublanicę. Konstrukcja tych mostów to jedno z dzieł Jože Plečnika, słynnego słoweńskiego architekta. Zyskał on sławę na początku XX wieku, tworząc kilka nowoczesnych budynków w Wiedniu, a od 1911 roku był głównym architektem przebudowy praskich Hradčan.

Budowle bardzo oszczędne w formie

Na przekór panującej w owych czasach secesji projektował budowle bardzo oszczędne w formie. W Lublanie warto obejrzeć także zaprojektowaną przez niego Bibliotekę Uniwersytecką i arkady handlowe nad brzegiem Lublanicy. Architekt był wyznawcą geomancji (modnej na początku XX wieku paranauki, której zwolennicy udowadniali m.in., że kształty budowli mogą być źródłem zarówno kłopotów, jak i powodzenia życiowego).

Jednym z jego bardziej dziwacznych pomysłów było wybudowanie w Lublanie niewielkiej piramidy. Z wyliczeń architekta miało wynikać, że postawienie jej w tym, a nie innym miejscu (Mirje trg) uchroni słoweńską stolicę przed trzęsieniami ziemi. Budowla stoi do dziś. Nikt nie miał odwagi, by ją chociażby przesunąć, nie mówiąc już o zburzeniu. Nie zrobili tego ani komuniści, ani ekipy rządzące krajem po 90. roku, choć ze względu na miejsce, w którym stoi, trzeba było zbudować specjalny objazd.

Spacerując po lublańskim starym mieście (w większości barokowym, bo średniowieczna zabudowa miasta została niemal całkowicie zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1511 roku), dochodzimy do wzgórza zamkowego. Do zamku można się dostać szynową kolejką gondolową. Cena biletu (razem ze wstępem do muzeum) wynosi 6-10 euro. Kolejnym wartym obejrzenia zabytkiem słoweńskiej stolicy jest ratusz (Mestni trg). Wybudowano go pod koniec XV wieku jako gotycki, ale po stu latach został przebudowany w stylu barokowym.

Rzucić okiem na renesansowy pałac

Trzeba też choć rzucić okiem na renesansowy pałac arcybiskupa (Nadskofijski dvorec) przy Cyril Metodov trg. Mała wenecja Z Lublany do największego nadmorskiego miasta Koper jest około 100 kilometrów. W ciepłe dni (czyli przez większą część roku) wielu mieszkańców słoweńskiej stolicy po pracy po prostu wsiada do samochodu i jedzie nad morze.

W portowym Koprze warto się zatrzymać, by obejrzeć starówkę, a szczególnie gotycko-renesansowy Titov trg. Z Kopru ruszajmy na południe. Malowniczą i bardzo krętą drogą prowadzącą brzegiem morza (warto zatrzymać się w jednym z punktów widokowych i pstryknąć kilka zdjęć) dojedziemy zarówno do średniowiecznego Piranu, jak i położonego nieco dalej luksusowego kurortu Portorož.

Jeśli jesteśmy bardzo głodni...

Jeśli jesteśmy bardzo głodni, możemy się zatrzymać w małej rybackiej Izoli i w restauracji Gust zjeść znakomitą pizzę – chyba najlepszą na całym słoweńskim wybrzeżu. Jadąc dalej, trafimy do Piranu, małego miasteczka zwanego w przewodnikach turystycznych perłą słoweńskiego wybrzeża.

Samochód musimy zostawić na jednym z parkingów przy wjeździe do miasta. Położona na długim i dość wąskim cyplu miejscowość architektonicznie przypomina Wenecję, jest jednak znacznie mniejsza. Idąc nadmorską promenadą, można obejść Piran w niecałe 20 minut.

Warto jednak przy okazji zapuścić się choć na chwilę w głąb wąskich średniowiecznych uliczek, a potem rzucić okiem na wybudowane w stylu weneckim pałace otaczające położony w centrum plac Tartiniego.

Muzeum morskie w zabytkowym pałacu

W pobliżu przystani, w zabytkowym pałacu mieści się muzeum morskie. Można w nim obejrzeć modele starych statków, stare dokumenty i inne przedmioty związane z żeglarstwem. W letnie, a także jesienne wieczory (średnia wrześniowa temperatura to około 25 st. C) nadmorska promenada otaczająca Piran zamienia się w długą restaurację. Turyści próbują tu owoców morza i popijają lokalne wina: białe – malvazję i sivi pinot oraz czerwony refosk.

Rozkoszując się niezwykłą atmosferą tego miejsca, trudno nie pomyśleć, że koniecznie trzeba tu przyjechać za rok. I nic w tym dziwnego: kto raz odwiedził maleńką (zajmującą powierzchnię około 20 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli nieco mniejszą niż przeciętne polskie województwo) Słowenię, zwykle tu wraca.

Tekst: Katarzyna Basińska

Informacje praktyczne

Jak dojechać: Najłatwiej pociągiem przez Villach. Cena biletu Warszawa – Villach: od 39 euro. Bilet z Villach do Lublany kosztuje około 20 euro. Przejazd trwa około 15 godzin.

Gdzie spać: Lublana: Hotel Emonec (www.hotel-emonec.com) nocleg w pokoju 2-os.: od 30 euro Bled: Pension Krek (http://www.pension.krek.si), nocleg w pokoju 2-os.: od 18 euro. Piran: Miracolo di Mare (www.miracolodimare.si), nocleg w pokoju 2-os.: od 30 euro.

Co zobaczyć: Bolnicę Franję, czyli dawny szpital partyzancki (działał w latach 1943-45) ukryty w malowniczym, górskim wąwozie. Można tu obejrzeć repliki dom ków szpitalnych i ich wy posażenie. Jest to jedyny taki obiekt zachowany do dziś. Dotrzemy do niego z miasta Cerkno, podążając za drogowskazami.

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Olivia
Więcej na temat:

Zobacz również

  • ​Najlepsze kierunki azjatyckie dla par na wiosnę

    Pogoda za oknem sprawia, że chętniej wracamy do marzeń o podróży do dalekiej i egzotycznej Azji, gdzie w wielu miejscach właśnie teraz świeci słońce, a woda ma przyjemnie wysoką temperaturę. Azja... więcej