Rovinj w Istrii. Miasteczko, jak z bajki

Rovinj to prawdziwa perełka Istrii. Miasto, w którym można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Położone na wzgórzu zwieńczonym kościołem św. Eufemii wygląda po prostu bajkowo, a zdaniem wielu zachód słońca widziany z tutejszego portu jest najpiękniejszym na Adriatyku. To raj dla romantyków, nurków i... miłośników tańca, których przyciąga tu doroczny Festiwal Salsy!

Zdjęcie

Miasteczko Rovinj /123/RF PICSEL
Miasteczko Rovinj
/123/RF PICSEL

Pod koniec czerwca w Rovinj rządzi wino, muzyka i śpiew. Przez tydzień miasto zmienia się w parkiet taneczny, a ulice, promenada, rynek a nawet dawna fabryka tytoniu wypełniają się melodiami. Karaibskie rytmy w połączeniu z urodą miasteczka dają piorunującą mieszankę, zwłaszcza, że imprezy prowadzą muzycy z Kuby i Nowego Jorku.

Można wybrać romantyczny wieczór w marinie, gdy zachodzące słońce wyzłaca dachy domów wspinających się na zboczu wzgórza do kościoła św. Eufemii. To także najlepsze miejsce na pamiątkowe zdjęcie. Widziane stąd miasteczko zdaje się oddawać w opiekę monumentalnej świątyni.

Reklama

O poranku warto pójść na spacer

Malownicze uliczki wiodą to w górę, to w dół, domy dekoruje fantazyjnie rozwieszone pranie, spod którego wyłaniają się zabytkowe detale architektury (wszak tutejsza historia sięga czasów Rzymian, a i 500 lat panowania Wenecji pozostawiło swe ślady). 

Zwiedzanie zwiedzaniem, ale przecież jesteśmy w miejscu, gdzie bardzo ważne jest smakowanie życia! Co krok kuszą sklepy o miłej dla ucha nazwie vinoteka. Jeśli piwo, to najwyżej jedno, bo tutejsze Karlovacko sprzedawane jest w litrowych butelkach.

Posileni możemy wyruszyć na dalsze odkrywanie uroków Rovinj lub skusić się na wielki odlot. Dzięki paralotni zobaczycie Istrię z lotu ptaka. Adrenaliny dostarcza też nurkowanie, bo w okolicy jest kilka ciekawych wraków, w tym jeden z piękniejszych na Adriatyku, prom Baron Gautsch, wyglądający niczym legendarny Titanic.

Inną opcją jest wycieczka na położoną naprzeciwko miasta wysepkę Banjol z niewielkim podwodnym tunelem, z którego wypływa się na środku wyspy!

Warto pamiętać, że w Chorwacji większość plaż jest kamienista

Przydadzą się zatem buty do sportów wodnych, które bez problemu i niedrogo dostaniemy na miejscu.

Jeśli mamy rowery, to na Istrii czeka na nas aż 3000 kilometrów ścieżek rowerowych. Po męczącej rowerowej wycieczce możemy bez wyrzutów sumienia oddać się kulinarnemu szaleństwu. Wszak tutejsza dieta została wpisana na Listę Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO. Polecamy istryjski pršut (wędzona szynka) i maneštrę (rodzaj zupy warzywnej). Lekko, zdrowo i przepysznie.

Porec - dawny kurort dla arystokratów


Komu marzy się delektowanie nie tylko przysmaków kuchni, ale też zabytków światowej klasy, powinien koniecznie zrobić sobie wycieczkę do odległego o 35 km miasta Porec. Dawny kurort austro-węgierskiej arystokracji zachwyca prawdziwym skarbem: bazyliką Eufrazjusza (jest na liście UNESCO) będącą wyjątkowo pięknym przykładem architektury bizantyjskiej. 

We wnętrzu zobaczymy misterne mozaiki (niektóre pochodzące z wcześniejszego kościoła i datowane na IV wiek!). Najlepiej jest trafić tu w niedzielę, gdy przed mszą kościół jest rozświetlony lampami.

W przylegającym do świątyni muzeum jest ciekawa kolekcja mozaik, zaś z wieży rozciąga się malownicza panorama okolicy. Potem zostaje nam jeszcze spacer nadmorską promenadą i wreszcie z czystym sumieniem, że niczego nie pominęliśmy, można oddać się lenistwu na plaży.

Na Istrii Adriatyk jest nieco cieplejszy niż w Dalmacji. W sierpniu temperatura wody często dochodzi do 26 stopni Celsjusza, stąd jest to ulubiony cel rodzinnych wyjazdów. Dzieci mogą moczyć się do woli. I na koniec coś wyjątkowego. Między Rovinj i Porec czeka na nas przyrodnicza osobliwość: Limski Zaljev zwany „chorwackim fiordem”. 

Swe pochodzenie zawdzięcza wapiennym skałom, których brzegi wyrzeźbiła rzeka Pazincica. Wysokie na 150 metrów, porośnięte makią ściany w połączeniu z błękitną wodą robią wielkie wrażenie! Zalew w przeszłości tworzył granicę między rzymską prowincją Italia a Dalmacją.

Po łacinie limes to granica i stąd wzięła się jego nazwa. Bez względu na to, gdzie w końcu dotrzemy, nie spieszmy się. Chorwaci do perfekcji opanowali sztukę cieszenia się życiem. Warto się tego od nich nauczyć. I przywieźć ze sobą z wakacji!

Anna Olej-Kobus

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Świat & Ludzie
Więcej na temat:

Zobacz również