Podróże marzeń. El Hierro

Jest najbardziej wysuniętą na zachód wyspą archipelagu Wysp Kanaryjskich. Dzięki temu jej klimat nie jest aż tak „rajski”. Zimą temperatura za dnia spada nieco poniżej... 20 stopni, jest bardziej wilgotno. Dzięki temu na wulkanicznym popiole bujniej wyrasta roślinność typowo zwrotnikowa. Jeśli ktoś szuka miejsca bliskiego, spokojnego, wręcz dzikiego – nie będzie zawiedziony. To inne Kanary – bez tłumów, dyskotek i betonu. Na tej niewielkiej wyspie jest niespełna tysiąc miejsc noclegowych, więc turystycznego zgiełku nie ma co się obawiać. To oaza spokoju.

Jest najbardziej z Wysp Kanaryjskich oddalona od afrykańskiego wybrzeża i, podobnie jak La Palma, najbardziej wystawiona na sztormowe fale bijące w zachodni brzeg.

El Hierro to mała wyspa, powierzchnią zbliżona do naszego Wolina. Nawet tubylcy nazywają ją La Isla Chiquita, czyli małą wyspą.

Reklama

To położenie na uboczu oraz nieco bardziej surowy, delikatnie, ale wyczuwalnie chłodniejszy i wilgotniejszy klimat uchroniły El Hierro przed masową turystyką. Była też za mała dla tych, którzy w latach 70. ubiegłego stulecia planowali wielkie inwestycje hotelowo-wakacyjne. Dzięki temu dzisiaj można tu zobaczyć jak mogła wyglądać 50 lat temu Teneryfa i Gran Canaria – bez blo- kowisk hoteli, hałaśliwych promenad i centrów handlowych. Oczywiście nie każdemu taki sielsko-wiejski klimat odpowiada. Zwłaszcza, że nie uświadczymy na El Hierro również białych (Gran Canaria, Fuertewentura, Teneryfa) lub czarnych (Lanzarote) plaż.

Niesamowita jest wycieczka przez las laurowy. Ten zapach...

Kto zatem poczuje się tu na wakacjach szczęśliwy? Wczasowicze uwielbiający wędrówki, szukający kontaktu z naturą, unikający kurortowego zgiełku. I ci nieco... zamożniejsi. Bo na El Hierro liczba miejsc w hotelach zatrzymała się gdzieś na poziomie tysiąca, może mniej. Tyle, co w dwóch hotelach na południu Teneryfy.

Z tego powodu noclegi są oczywiście droższe, a ruch turystyczny – znikomy. Wielu przybyszów dostaje się tutaj promem z Teneryfy na jeden, czasem dwa dni.

Objeżdżają szybko niewielką wyspę, wspinają się mozolnie samochodem w górę, by po chwilami mrożącej krew w żyłach jeździe po serpentynach spojrzeć na skłębione chmury z innej strony niż zwykle. Tak, widok z punktów widokowych, dobrze tu oznakowanych jako miradory, zapiera dech w piersiach. Możemy w stu procentach zaufać tym, którzy je wybierali. Zrobili to perfekcyjnie. Który z miradorów jest najlepszy? Odpowiedź jest prosta: każdy.

I każdy zapiera dech. Dla mnie dwa z widokiem na El Golfo – Mirador de Jinama i de Izique. Poza „standardowym” widokiem na ocean i zbocza gór daje nam często możliwość obserwowania chmur od góry, czasem też kaskady z obłoków załamujących się na grzbiecie gór i spływających w dół niczym wodospad. To widok niezapomniany.

Jak komputerowa animacja. Trudno w to uwierzyć!

Połączenie wulkanicznych gór z oceanem jest piękne.

Zupełnie wyjątkowe są też miejsca leżące kilkaset metrów niżej, nad samym oceanem: np. Pozo de Las Calcosas oraz Charco Manso lub Charco Azul. Wszystkie dość trudno dostępne (zwłaszcza pierwsze z nich) – droga do nich jest wąska, stroma, bywa śliska, ale wysiłek się opłaci. To naturalne skalne baseny.

Bezpieczne, oddzielone od oceanu, w scenografii zastygłej lawy. W czasie sztormu, niedostępne, by woda nie zabrała śmiałków na zawsze... Kąpiel tam jest kolejnym z niezapomnianych i zaskakujących przeżyć... Zaskoczyła mnie też jakość tutejszych win.

Oczywiście na El Hierro, jak na innych wyspach, każda okazja do świętowania jest dobra. Są więc liczne fiesty, jest też karnawał. Najsłynniejszy odbywa się w Tigaday. Jego punktami kulminacyjnymi są dwie parady Salida de Los Carneros.

Przebrani w śmierdzące baranie skóry, zamaskowani mężczyźni przejmują władzę i nie przepuszczą nikomu. Jeśli wpadniemy w ich ręce, nie unikniemy wymazania smołopodobnym (choć nieco łatwiej – co nie znaczy, że skutecznie – zmywalnym) świństwem. Oczywiście miejscowi o tym wiedzą, a jednak na ulice niektórzy wychodzą. Turyści muszą się jednak mieć na baczności.

Chyba, że nie zależy im na ciuchach, a lubią taką zabawę. Karnawał kończy wielki korowód wszystkich mieszkańców zwany Pogrzebem Sardynki. Drewniana ryba zostaje spalona, a tubylcy przebrani w stroje księży i zakonnic oddają się dzikiej zabawie. El Hierro to miejsce, które każdy odkrywa po swojemu.

Jedni tę surowość pokochają, inni nie wrócą nigdy. Ja się nią zachwyciłam. Ma jakąś dziką wulkaniczną energię, która zostaje we mnie na długo. Dlatego tak chętnie tu wracam.

MR

Warto wiedzieć!

Tydzień z Polski – powyżej 1500 zł (lot, prom, hotel), 2 tygodnie – od ok. 2700 zł;

Sam przelot z Berlina (w obie strony) – od 280 euro (pobyt 10-14 dni); Noclegi – mimo niewielkiej liczby apartamentów, raczej znajdziemy coś dobrego za dobrą cenę – od 25 euro za dwójkę.

Ciekawa, polska strona o Wyspach Kanaryjskich: wyspy-szczesliwe.pl

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Świat & Ludzie

Zobacz również

  • Każda pora roku jest dobra, by wybrać się na Maderę, portugalską wyspę wulkaniczną na Atlantyku. Zwłaszcza zima – u nas mróz, a tam temperatura nie spada poniżej 20ºC. Wszechobecna zieleń i... więcej