Odkrywanie Meksyku

​Meksyk to kraj dla ludzi, którzy chcieliby poczuć się chociaż trochę jak Indiana Jones. Wciąż kryje wiele tajemnic i to nie tylko w sercu dżungli. Także w miastach i na pustkowiach znajduje się mnóstwo miejsc, których historia, wygląd i atmosfera przyprawiają o dreszcze. Wiele z nich to nie pamiątki z czasów azteckich, ale pomniki czasów kolonizowania obu Ameryk.

Zdjęcie

Rzeźby w Tule, Meksyk /123/RF PICSEL
Rzeźby w Tule, Meksyk
/123/RF PICSEL

Meksyk wciąż do odkrywania

Jedną z tajemnic Meksyku był do niedawna Kościół Santiago (nie mylić z Katedrą w Santiago). Ta XVI-wieczna świątynia  została wybudowana w przez hiszpańskich mnichów, którzy mieli nawracać mieszkańców nowo odkrytego lądu. Mnisi wiedli tu spokojne życie aż do czasu epidemii, która nie oszczędziła mieszkańców okolicznej, wciąż rozrastającej się wioski oraz samych duchownych, nieprzygotowanych na radzenie sobie z tropikalnymi chorobami. 

Budowla została  opuszczona w XVII wieku. Wkrótce po tym płynąca nieopodal rzeka Grijalva całkowicie przykryła swoimi wodami kościół, skazując go tym samym na zapomnienie. Całkiem niedawno, głównie z powodu długotrwałych susz, woda odsłoniła część kościoła, oddając tym samym przysługę zarówno tubylcom, jak i turystom.

Reklama

450-letni kościół jest zachowany zaskakująco dobrze. Oprócz ponad 9-metrowej budowli ocalał również drewniany chór oraz "kostnica", gdzie umieszczano ofiary zarazy. Obecnie — gdy poziom wody jest wystarczająco niski — lokalni rybacy zabierają zaciekawionych turystów na swoje łodzie, by można było podziwiać niezwykły kościół z bliska. Ostatnio najlepsze warunki przydarzyły się w 2002 roku, kiedy wokół kościoła zorganizowano nawet procesję.

Choć jest to przypadek dość wyjątkowy, ciekawe ile jeszcze takich ukrytych skarbów czeka na odkrycie i jaka się wiąże z nimi historia. Mamy tylko nadzieję, że o kościele Santiago będzie się mówić jeszcze bardzo długo.

Miasto Majów

Obok słynnych starożytnych ruin znajdują się fantastyczne miejsca, na które nie zwraca się prawie uwagi. Są to miasta i miasteczka, w których przeplatają się wpływy kultur europejskiej i lokalnych kultur meksykańskich. Te pokolonialne miejsca powstawały w burzliwych czasach i bywały światkami niezwykłych wydarzeń.

Do takich miejsc należy między innymi Palenqué (Chipapas). Jest to miasto zamieszkiwane głównie przez lud Ch’ol, potomków starożytnych Majów. Znajduje się w jednym z południowych stanów Meksyku, niedaleko ruin miasta starożytnych Majów o tej samej nazwie. 

Mimo że jest to jedno z najbiedniejszych miast w stanie Chipapas, wciąż stanowi jedną z najważniejszych obiektów turystycznych w okolicy, nie tylko ze względu na ciekawą architekturę, będąca efektem rodzącego się w XVI wieku stylu kolonialnego.

Jedną z przyczyn jego atrakcyjności jest otoczenie lasu deszczowego. Spotkanie na ulicy z egzotycznym dla przeciętnego Europejczyka zwierzęciem należy co prawda do rzadkości, niemniej jednak można czasami liczyć na zauważenie jakiegoś nieznanego wcześniej gatunku ptaka.

Miasto zostało założone w  XVI wieku przez hiszpańskich kolonizatorów szukających złóż złota i nowych terenów do zasiedlenia, jednak długo przed nimi obszar ten zasiedlali słynni starożytni Majowe. Kompleks pałaców i świątyń tego ludu (jak choćby Świątynia Inskrypcji) to zdecydowanie największa atrakcja okolic Palenqué.  

Wspinaczki po ruinach, podziwianie miasta z góry i relaks przy błękitnych wodospadach na pewno należy do jednych z najbardziej niezwykłych doświadczeń każdego podróżnika.

Poznanie odkryć lat 50. XX wieku na pewno jest na liście obowiązkowej, jednak mniej znaną, a równie fascynującą przygodą mogą być ekoparki, które zajmują się ochroną życia naturalnego okolicznych lasów deszczowych.

Coś, co łączy miasto, ruiny i okoliczne parki, to nieustające krzyki wyjców, małp zamieszkujące lasy deszczowe, które nie pozwalają — zarówno turystom, jak i mieszkańcom Palenqué — zapomnieć o swoim istnieniu.

Muzeum na dnie

Niektórzy wydobywają skarby z dna morza. Inni zaś je tam chowają. Na samym dnie Morza Karaibskiego, w okolicach Cancun znajduje się niepowtarzalne miejsce - największe podwodne muzeum na świecie - Molinere Underwater Sculpture Park. Może nie są to starożytne artefakty, ale całkiem sporo warte prace współczesnego artysty Jasona de Caires Taylora. 

Czy warto nurkować albo kupować bilet na rejs łodzią ze szklanym dnem, żeby zobaczyć kilka rzeźb? Owszem! Same prace prezentują niezwykłą historię ludzkości i urzekają niewymuszonym, spokojnym pięknem. 

Taylorowi udało się połączyć dość klasyczną rzeźbę z ekologią. Jego prace polegają nie tylko na opuszczeniu kamiennych posągów do morza - na teren muzeum przeniesiono fragmenty zanieczyszczonych raf koralowych, które tutaj mogą się rozrastać w sprzyjających warunkach i zmieniać wygląd rzeźb.

Park został uznany przez National Geographic za cud świata i jedno z najbardziej niesamowitych miejsc na Ziemi. Pojawia się także w rankingach Forbsa i fundacji turystycznych, a proekologiczny wydźwięk projektu jakim jest Molinere Underwater Sculpture Park. Ponadto nie można tym koncepcjom odmówić wartości artystycznej.

 


Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

FRU.PL

Zobacz również

  • Jedna z najdziwniejszych wysp świata leży na Atlantyku, około 180 kilometrów na wschód od kanadyjskiej Nowej Szkocji. Piaszczysta łacha o długości 42 kilometrów stawia czoła wzburzonym wodom,... więcej