Kornwalia, czyli palmy w Anglii

Kornwalia kusiła mnie od czasu mojej pierwszej wizyty w Anglii. Nie wiem tylko czy bardziej intrygowały mnie uroki przylądka Land’s End i legendy o Rycerzach Okrągłego Stołu, czy może raczej opowieści o rosnących tu palmach.

Zdjęcie

Zatoka i port Isaac w Kornwalii /123/RF PICSEL
Zatoka i port Isaac w Kornwalii
/123/RF PICSEL

Palmy w Anglii? Przy tej pogodzie brzmi to nie mniej fantastycznie jak romantyczna legenda o miłości Tristana i Izoldy. Ale kiedy w końcu pokusie uległem, mi może oczekiwałem takiego widoku, byłem zaskoczony.

Jeden ze spotkanych po drodze z Londynu Kornwalijczyków powiedział mi, że wyprawa do jego krainy to podróż w czasie. Zrozumiałem to, kiedy w niedzielne popołudnie wysiadłem w niemal wyludnionym St Austell. W porównaniu z tętniącą życiem metropolią było to niemal absolutne pustkowie.

Reklama

Ale ten prowincjonalny charakter ma swój urok. Życie toczy się głównie w pubach. Choć nie wszyscy mają prawo brać w nim udział. Angielski pub to skrót od miejsca dostępnego publicznie – w przeciwieństwie do prywatnych klubów, gdzie wstęp mają tylko członkowie.

W St Austell ze zdziwieniem przeczytałem przy wejściu do knajpki listę osób, które nie mają prawa wejść do środka. Zakaz pubowy (bywa nawet dożywotni) dotyczy wielu lokali w okolicy. I jest rygorystycznie przestrzegany. To dla niektórych bardziej dotkliwa kara niż grzywna.

I tak dobrze, że nie mieszkają na jednej z Wysp Scilly, archipelagu na Atlantyku oddalonego o 30 mil. Tresco jest tak mała, że całą wyspę da się obejść w jedno popołudnie. Są tam tylko dwa puby i dwa samochody dostawcze. Turystów z bagażem podwozi się traktorem z przyczepą. W kwadrans po przypłynięciu wszyscy w lokalnym sklepie już wiedzą, kto zostaje na noc w jednym z dwóch hoteli, a kto tylko przyjechał odwiedzić Abbey Gardens.

To projekt pochodzący z XIX w. Ówczesny właściciel wyspy, Augustus Smith, zasadził w ruinach starego benedyktyńskiego klasztoru pierwsze palmy i inne rośliny z Ameryki Południowej, Azji i Afryki. Ciepły prąd opływający wyspy sprzyja tropikalnej roślinności. Można ją podziwiać bez konieczności znoszenia upałów. Trzeba jej tylko znaleźć osłonę od wiatru.

A ten mieszkańców nie oszczędza. Wokół archipelagu Scilly znajduje się jedno z największych cmentarzysk zatopionych statków. To właśnie tu, a nie podczas katastrofy Titanica, jak się czasem przyjmuje, po raz pierwszy został nadany sygnał S.O.S. Skutecznie, bo w przeciwieństwie do najsłynniejszej morskiej katastrofy, nie doszło wówczas do tragedii.

Duża w tym zasługa miejscowych ratowników. Od średniowiecza znani są oni z bohaterskiej postawy. Jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że potężna organizacja ratowników RNLI utrzymuje się bez dotacji państwowych. Ale nie brak firm, które za zaszczyt poczytują sobie możliwość ich sponsorowania. Skarbonki stoją też tutaj w każdym pubie i sklepie. Wracam. 

Brzegi Kornwalii widać już po godzinie od wypłynięcia z Saint Mary, ale czuję się jakbym przebył Atlantyk. Na szczęście widok wynagradza niedogodności rejsu. Klify ciągną się wzdłuż całego wybrzeża. Widok jest tak bajkowy, że przypominają mi się legendy o Rycerzach Okrągłego Stołu.

Grób króla Artura znajduje się ponoć na Scilly, a nie w Glastonbury. W drodze do Kornwalii rozpaliła się też miłość Tristana i Izoldy. Ale współczesne opowieści dotyczą raczej… szmuglerów. Początkowo tym procederem trudnili się rybacy – by przeżyć. Potem okazało się, że przemyt daje tak duże zyski, że trudno z nim zerwać.

Przyznać trzeba, że linia brzegowa jest wręcz wymarzona dla takich pomysłów na życie. Trzeba naprawdę doskonale znać prądy morskie, by trafić do jednej z bezpiecznych zatoczek ukrytych między skałami. Mousehole czy Cadgwith Cove są dziś jednymi z popularniejszych miejsc weekendowego wypoczynku.

Na Półwysep Lizard przybywają dziś za to „szmuglerzy” pierogów. Tak zwany pieróg kornawalijski (cornish pasty) to dawny codzienny posiłek górników. Najlepsze „pasties” znajdziemy u Ann Muller, o czym świadczy kolejka samochodów przed wejściem do zakładu. Annie nie brakuje też poczucia humoru.

Kiedy chcę zrobić zdjęcie jej wypieków, wyciąga z kredensu opatulonego w ciasto... wrończyka. Ten ptak jest godłem Kornwalii. Ale na prawdziwe nadzienie pieroga składają się: wołowina, ziemniaki i cebula. Po prostu palce lizać!

Mieczysław Pawłowicz

Ile to kosztuje

Do Penzance dojedziemy ze stacji Londyn Paddington. Bilet kosztuje od 44 do 75 funtów w jedną stronę. Pensjonat ze śniadaniem w Penzance znajdziemy w cenie ok. 50 funtów. Bilet na prom w jedną stronę kosztuje 35 funtów. Na kolację wydamy od 8 funtów (czasem dwa dania).

Szukaj w internecie

Oficjalna strona o Kornwalii: www.visitcornwall.com

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Świat & Ludzie
Więcej na temat:

Zobacz również

  • Gdzie się rozgrzać zimą?

    Z roku na rok coraz więcej osób zimą wybiera się w podróż na południe – w poszukiwaniu słońca, kolorowych krajobrazów i energii, której zawsze o tej porze roku brakuje. Kto nie jest zimnolubny, ten... więcej