Izrael. Historyczna kraina

Galilea, niewielka historyczna kraina położona między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan, od zawsze miała szczęście do rzeczy wielkich. Na skrzyżowaniu Europy, Azji i Afryki, gdzie ścierają się płyty tektoniczne kontynentów, powstawały królestwa i upadały imperia. Do dziś spotykają się tu wielkie kultury, religie i kuchnie świata.

Zdjęcie

Kościół Błogosławieństw w Galilei /123/RF PICSEL
Kościół Błogosławieństw w Galilei
/123/RF PICSEL

Dziesięć lat temu Nazaretu nie było na turystycznych mapach Izraela. Był zaniedbany i niebezpieczny – opowiada Suraida Shomar Nasser, Arabka chrześcijanka, właścicielka 200-letniej otomańskiej rezydencji w sercu miasta. Od kilku lat mieści się w niej kultowe schronisko, które przyczyniło się do poprawy „turystycznej” reputacji miasta. Wszystko zaczęło się w 2004 roku po tym, jak Suraida podjęła śmiałą decyzję, by do spółki z żydowskim globtroterem założyć hostel. Nazwała go na cześć dziadka.

– Fauzi Azar pochodził z bogatej rodziny – opowiada. – Nasz dom uchodził za najokazalszy w mieście. Dziadek miał jednak tylko córki i kiedy wydał je za mąż, został w domu sam. W 1980 roku wybuchł tu pożar. Fauziemu udało się go opanować, ale poparzony zmarł. Rezydencja niszczała. Wtedy pojawił się w Nazarecie Maoz Inon, poszukujący miejsca na hostel. „Interesy z Żydem? Nigdy w życiu”, myślałam jak wszyscy w tym arabskim mieście.

Reklama

Ale Maoz był wizjonerem i mnie przekonał. Czułam, że to szansa, by ocalić dom. Zawarliśmy spółkę. W 2006 roku schronisko przyjęło pierwszych gości, a autorzy przewodników okrzyknęli Nazaret odkryciem. Sześć lat później gospodarze „zgarnęli” wiele nagród dla hosteli. Zasłużenie. Przekraczając próg willi ukrytej w labiryncie zaułków, przybysz czuje się jak odkrywca skarbu.

Olśniewa pałacowa architektura, wielkość okien i dormitoriów, które przypominają komnaty. Na każdym kroku niespodzianki: od królewskiego śniadania po przyjazną, „ekumeniczną” atmosferę: w recepcji pracują wolontariusze różnych narodowości i wyznań. Co kilka dni właściciele spotykają się z gośćmi przy herbacie i opowiadają historię hostelu. Słucha jej katoliczka z Irlandii, kanadyjski pastor i... mieszkańcy kibucu w Galilei. Choć żyją 25 kilometrów stąd, nigdy nie mieli odwagi tu zajrzeć. – Nazaret ożył dzięki gastronomii – tłumaczy Loubna Danial, wolontariuszka oprowadzająca szlakiem lokalnych specjałów. Miasto zapracowało na opinię kulinarnej kuźni smaków w stylu oriental fusion. Krzyżują się tu wpływy tureckie, libańskie, jordańskie, syryjskie i żydowskie. W restauracji Tishreen jem bakłażany w serze zapiekane w palestyńskim piecu tabun. W palarni kawy przy Białym Meczecie w towarzystwie imama piję oleiste gorzkie espresso.

Jadłodajnie pionierów gastronomii to często jeden stolik wciśnięty w ciasny zaułek i gospodarz, który na domowej kuchence wyczarowuje pyszne falafele. Debiutanci, choć stremowani, są ujmująco serdeczni. Z pogody ducha słynie Abu Ashraf, właściciel bistro Dewan al-Saraya. Jego specjalność to katayef (quatayef), arabskie pierogi. Abu Ashraf pichci w drzwiach lokalu. Z gracją wylewa na gorącą blachę naleśnikowe kleksy, by po chwili zebrać 100 placków, nie przypaliwszy ani jednego. Można podpatrywać, jak nadziewa je kozim serem i orzechami włoskimi i smaży w głębokim tłuszczu. – Robię je od trzydziestu lat i jestem najszczęśliwszym człowiekiem – wyznaje.

Góra Gór

O świcie w hostelu Fauzi Azar zbierają się piechurzy wyruszający na Szlak Jezusa (Jesus Trail) wiodący poprzez biblijne wioski, góry i doliny Galilei aż do Kafarnaum na brzegu Jeziora Galilejskiego.

Niektórzy przemierzają kilkudniową trasę całą, z plecakiem, inni wybierają tylko jej fragment. Najpopularniejszy i najpiękniejszy to góra Arbel, ważna zarówno dla żydów, jak i chrześcijan. U podnóża góry nauczał i dokonywał cudów Jezus, na jej zboczu, w wydrążonych w piaskowcu jaskiniach rozegrały się krwawe wydarzenia z historii Izraela. W roku 37 p.n.e. ukryli się w nich zbuntowani przeciwko Rzymianom żydowscy rebelianci.

Marek Antoniusz zlecił stłumienie buntu. Ci jednak od poddania się Rzymianom woleli śmierć. Nie wiedzielibyśmy o tym, gdyby nie uczestnik wydarzeń, Joseph ben Matityahu, czyli późniejszy historyk Józef Flawiusz, który oszukał śmierć. Z jego ocaleniem wiąże się matematyczna anegdota. Powstańcy, w liczbie 41, utworzyli krąg i zabijali co trzecią osobę, tak by na koniec została tylko jedna, która popełni samobójstwo. Flawiusz szybko wyliczył, jak zwiększyć swoje szanse na przeżycie, i ustawił się w kręgu tak, by być przedostatnim w kolejce po śmierć.

Z ostatnim towarzyszem broni oddał się w ręce Rzymian. Przeżył, by stać się największym kronikarzem swoich czasów. Z góry Arbel rozpościera się niezapomniany widok na leżące w depresji Jezioro Galilejskie. Uwaga na nieprzygotowane na wędrówkę grupy uczniów: tamują ruch na stromych górskich podejściach, emitując apokaliptyczne wrzaski!

Lecą żurawie

„Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają (...), a Ojciec wasz niebieski żywi je. Czyż ich nie przewyższacie?” – fragment Kazania na Górze z Ewangelii Świętego Mateusza (Mt 6,26) to tylko jedno z wielu biblijnych „ptasich” odniesień. Przez Izrael przebiega największa transkontynentalna skrzydlata autostrada z Europy do Afryki. Przelatują tędy miliony ptaków, które parkują w dolinie Hula, rozciągającej się pomiędzy Galileą a Wzgórzami Golan. Kiedyś były tu mokradła zamieszkiwane przez pantery, niedźwiedzie, wilki i gazele.

W 1950 roku władze Izraela postanowiły teren osuszyć. Intencje były szczytne: eliminacja malarii, pozyskanie terenów uprawnych, budowa dróg. Ingerencja w naturę skończyła się katastrofą. Wyginęły endemiczne gatunki, torfowiska wyschły na wiór i zaczęły samoistnie płonąć, a nawozy skaziły Jezioro Galilejskie. W roku 1990 dolinę ponownie zalano. Wróciły wędrowne ptaki, które dziś można obserwować w naturalnym środowisku w parku Agamon Hula. Podglądanych przez lornetkę czapli, ibisów czy brodźców nie rozróżniłabym bez pomocy strażnika parku. W Hula zatrzymują się też polskie boćki: zarejestrowano tu ptaki obrączkowane w Wielkopolsce i pod Siedlcami.

Mistycy i ekscentrycy

Dolina Hula leży w rowie tektonicznym, na styku płyt afrykańskiej i arabskiej. Ich ścieranie się wywołuje wstrząsy odczuwalne w Galilei. Zawsze najbardziej trzęsło miastem Safed. Parokrotnie zrównane z ziemią odradzało się, nie przestając być głównym ośrodkiem nauk kabalistycznych.

Safed stał się nim dzięki Żydom sefardyjskim, którzy w XVI wieku przybyli z Hiszpanii. Od tamtej pory pielgrzymowali tu mistycy z całego świata. Współcześnie miała tu gościć największa kabalistka wśród artystów i największa „artystka” wśród kabalistów – Madonna. Czy jej sentyment do uczonych z Safedu jest odwzajemniony, nie wiadomo. Faktem jest, że kiedy odwiedziła Izrael, naczelny rabin miasta miał ją listownie prosić, by podczas występów nie gorszyła bogobojnych Żydów nieskromnym strojem.

Madonna miała więc odwiedzić miasto wieczorem. Jej wizyta za dnia prawdopodobnie wywołałaby popłoch wśród mieszkańców, ponieważ miasto jest azylem ortodoksyjnych żydów, szukających ucieczki przed cywilizacją. Obywatelom Safedu skutecznie udaje się zatrzymać czas. Dzielnica synagog (Synagogue Quarter) z biało-błękitnymi domami i kamiennymi uliczkami mogłaby stanowić scenografię Skrzypka na dachu. Jest nawet Mleczarz.

Choć nie Tewje, tylko Chaim, i nie ze wschodu Europy, ale z Maroka. Sefardyjska rodzina Kadoszów od kilku pokoleń zaopatruje w nabiał sąsiadów i turystów. Można wpaść i popatrzeć, jak powstaje słony, ostry biały ser gvina levana (przypominający nasz twaróg). Sielankowo-maślankowy spokój przyciągnął do Safedu artystów. Kiedy powstało państwo Izrael, obiecano darmową pracownię każdemu, który „wytrzyma” tu dłużej niż 180 dni. Chętnych było tak wielu, że miasto dorobiło się pokaźnej artystycznej dzielnicy. Nie należy jednak liczyć tu na sztukę kontestującą. To przystań rzemieślników: jubilerów, rzeźbiarzy i tkaczy.

Zamki na piasku

Miastem, które również cierpiało z powodu trzęsień ziemi, była Cezarea. Wstrząsom sejsmicznym towarzyszyły historyczne, o czym można przekonać się w Parku Narodowym Cezarei. Metropolia była „dzieckiem” Heroda Wielkiego, króla Judei. Wizja portu objawiła się Herodowi we śnie. W 22 r. p.n.e zaczęto ją urzeczywistniać. Był to rewolucyjny projekt. Usypano falochron, pogłębiono zatokę. Na piaskach wzniesiono fortyfikacje, teatr, hipodrom i pałac z basenem. Słodką wodę doprowadzono akweduktami z gór. Co pięć lat wyprawiano krwawe igrzyska, których głównymi „bohaterami” byli niepokorni Żydzi i pierwsi chrześcijanie. Miasto prosperowało przez tysiąc lat.

Włodarze (Rzymianie, Bizantyjczycy, muzułmanie, krzyżowcy) zmieniali się często i w burzliwej atmosferze. W 1295 roku egipscy mamelukowie zrównali Cezareę z ziemią. Odkopano ją w 1948 roku dzięki zaangażowaniu barona Rothschilda, który zakupioną tu ziemię przekazał państwu Izrael. Po pałacu w Cezarei pozostało jedynie kilka kolumn. W sukurs archeologii idzie technologia. Postaci historyczne (grane przez współczesnych aktorów) przedstawione są na szklanych taflach jako hologramy.

Muzealny wynalazek rodem z Gwiezdnych wojen sprawia, że obrazy są piorunująco sugestywne. Można im zadawać pytania. Czuję się jak Luke Skywalker rozmawiający z Obi Wan Kenobim. Poncjusz Piłat tłumaczy się ze skazania Jezusa, król Ludwik IX opowiada o trudach krucjaty. Saladyn, pogromca krzyżowców, groźnie marszczy brew. Pogawędka z Herodem, Poncjuszem Piłatem i świętym Pawłem pod niebem Galilei – bezcenne.

Grażyna Saniuk

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Więcej na temat:

Zobacz również

  • Jedna z najdziwniejszych wysp świata leży na Atlantyku, około 180 kilometrów na wschód od kanadyjskiej Nowej Szkocji. Piaszczysta łacha o długości 42 kilometrów stawia czoła wzburzonym wodom,... więcej