Finlandia: Nad wodą wielką i czystą

Południe Finlandii zaskakuje. Przede wszystkim uświadamia nam, jak mało wiemy o nieodległym w końcu kraju. A tu wśród pachnących lasów, morskich archipelagów i największych w Europie jezior czeka na przybysza towar wszędzie indziej trudno dostępny: równowaga. Tekst: Łukasz Modelski

Reklama

Architektura dworu jest reprezentatywna dla stylu okresu przejściowego między rokokiem a neoklasycyzmem – czytamy w przewodniku, nie posiadając się ze zdziwienia. Dumnie brzmiący opis dotyczy piętrowego drewnianego budynku, który mógłby raczej służyć jako charakterystyczny przykład stylu przejściowego między, dajmy na to, domkiem fińskim a świdermajerem.

W dodatku Svartå Slott, dwór, właściwie nawet pałac w Svartå (po szwedzku, a po fińsku Mustion Linna), to – jak informuje ten sam przewodnik – „największa świecka drewniana budowla w Finlandii”. I dalej, jak ma się okazać, już ciągle tak będzie – tutejszy hotel to nasz pensjonat, pokój to kawalerskie dormitorium, uroczysta kolacja to elegancki, lecz skromny posiłek, muzeum to raczej skansen, chleb – suche kółko z twardego ciasta, sztuka zazwyczaj okazuje się rzemiosłem, a dom letniskowy niewielką drewnianą budką znaną z babcinej działki. Dopiero z czasem nauczę się mierzyć otoczenie fińską miarą i stosować inną skalę – skalę sisu.

Fiński standard

Nie da się przełożyć tego słowa (od dziesięcioleci trwają w tej sprawie wysiłki na światowych uniwersytetach). A stanowi ono o istocie fińskości. Sisu to siła, niepoddawanie się przeciwnościom, wytrwałość, odwaga, uporczywość dążeń. Ale i samowystarczalność, możność polegania na sobie (samym i wzajemnie) i „należytość”, odpowiedniość. Ani w idei sisu, ani tym bardziej w protestanckiej tradycji nie leży życie ponad stan, na pokaz.

Svartå Slott – drewniany dwór z podłogą z desek (żadnych intarsji, co najwyżej prosty wzór malowany na parkiecie) – gościł jednak i króla Szwecji Gustawa III, i obu rosyjskich Aleksandrów. Każdy z nich sypiał w prostym i wąskim łóżku w małym pokoju, który przypomina raczej mnisią celę niż pałacową sypialnię. I – najwyraźniej – przywykli do wygód Drottningholmu, Peterhofu czy Pałacu Zimowego, odnosili się do fińskiego standardu ze zrozumieniem.

– Posiadłość w dobie rozkwitu, na przełomie XIX i XX wieku, obejmowała 64 tysiące hektarów i trzy fabryki – wspomina na marginesie przewodniczka (przy okazji: rzadka tu dziś możliwość przejścia się po zabytkowym dworze w prawdziwych kapciach muzealnych). To obszar równy półtorej Warszawy mniej więcej, licząc z Wisłą! Najwyraźniej życie na pokaz było właścicielom skromnego dworu głęboko obce.

Sułtan ze SvartÅ

Nie wszyscy jednak podobnie rozumieli protestanckie cnoty. Hjalmar Linder, potomek (choć nie w prostej linii) założyciela Svartå Slott i w swoim czasie najbogatszy człowiek w Finlandii, właściciel pierwszego w tym kraju samochodu (jego benz velo comfortable pojawił się w posiadłości w 1898 roku), szwagier marszałka Mannerheima, mecenas sztuki, filantrop i pozytywista, prowadził życie rodem z powieści. Najpierw studia w Petersburgu i kariera dyplomatyczna na carskim dworze (Wielkie Księstwo Finlandii było wówczas częścią Imperium). W międzyczasie przygoda z uwięzieniem za długi i wykupem przez zatroskaną rodzinę.

Potem huczny ślub i wkrótce takiż rozwód z Sophie Mannerheim, siostrą późniejszego bohatera narodowego Finlandii. Oraz niewiarygodny sukces finansowy, który przyniosły mu nietuzinkowo zarządzane fabryki. Linder zatrudniał pięć tysięcy ludzi, którym na samym początku XX wieku, z własnej inicjatywy, przyznał ośmiogodzinny dzień pracy, bezpłatną opiekę medyczną i płatne zwolnienia lekarskie.

Dbał o pracowników, ale cenił też własny komfort – prywatna linia kolejowa, polowania, goście celebryci, catering z Petersburga i Paryża oraz liczna, stale rosnąca flota samochodowa, z reprezentacyjnym rolls royce’em silver shadow włącznie. Pod koniec 1917 roku Finlandia ogłosiła niepodległość, młody Związek Radziecki nie chciał się z tym pogodzić, wyeksportował więc rewolucję na północ Zatoki Fińskiej. Walki między obu fińskimi gwardiami – Czerwoną i Białą, zyskały skalę krwawej wojny domowej.

Zwyciężyli Biali pod wodzą byłego szwagra Lindera i – również pod jego wodzą – bezpośrednio po wojnie gnębili pokonanych przeciwników. Linder właśnie wrócił z zagranicy, gdzie przeczekał zawieruchę i wstrząśnięty losem jeńców z obozów pracy (poszedł uwolnić swoich pracowników) opublikował w tej sprawie krytyczny artykuł. Nie miał właściwego wyczucia czasu – młody kraj, dopiero co wyzwolony spod rosyjskiego panowania i liżący rany po wojnie domowej, uznał go za zdrajcę.

Linder – paradoksalnie poplecznik Białych i hojny mecenas kontrrewolucji – musiał zostawić cały swój majątek i emigrować. Kupił zamek w Szwecji, który zajęto za długi. Wyjechał do Algierii, potem do Francji. Niestety, wszędzie po jakimś czasie wierzyciele uprzykrzali mu życie. Kiedy w końcu władze Marsylii zajęły jego osobisty bagaż, umęczony przedsiębiorca wybrał samobójstwo w pokoju hotelowym. Hjalmarowi ruszającemu na wygnanie nie pomogła też nieprzejednana postawa jego przyrodniej siostry Kitty, która dała rekuzę starającemu się o jej rękę 20 lat starszemu Mannerheimowi.

Marszałek, który prowadził z Kitty korespondencję miłosną po francusku (Kitty słabo radziła sobie ze szwedzkim, a fińskiego nie znała), właśnie został wybrany na głowę państwa i dopiero co, w związku z nowymi planami matrymonialnymi, po rycersku się rozwiódł. Kitty jego oświadczyn ostatecznie nie przyjęła, dołączając do innych niezależnych i oryginalnych mieszkanek Mustion Linna.

Archipelag

Dziś dwór z powrotem jest w rękach rodziny Linderów. W oficynach urządzono hotel, a w dawnych stajniach restaurację z dobrze znaną w okolicy kuchnią, w której odbywają się także kursy kulinarne. Pod okiem dwóch tutejszych szefów można – dajmy na to – nauczyć się filetować łososia, szczupaka lub nawet jelenia czy zawrzeć bliższą znajomość z gulaszem z łosia. Dzień kończy mordercza sesja w saunie (powszechny zwyczaj, wiadomo) zakończona spektakularnymi skokami do lodowatego parkowego jeziora.

Tak, w Mustion Linna jest bowiem jezioro, a nie staw. Jedno z tysięcy czystych i zimnych leżących na południu kraju. Stosunkowo niedaleko stąd zresztą do Saimaa, największego fińskiego jeziora, które wraz z połączonymi z nim innymi zbiornikami ma powierzchnię 40 (!) Śniardw. Nic dziwnego, że żeglowanie w Finlandii, a zwłaszcza na południowym zachodzie, jest zabawą popularną, tym bardziej że prócz jezior do rekreacyjnego, leniwego żeglowania jest tu także morze.

Spokojne wody zaczynającego się w okolicy Archipelagu Fińskiego pokryte są tysiącami wysp i wysepek, tworzących zespół znacznie potężniejszy niż wszystkie archipelagi Grecji. Do każdej wyspy można przybijać, na każdej rośnie zatrzęsienie jagód i grzybów, na niektórych czekają znakomite adresy turystyczne. Drewniane siedziby, solidna „leśna” kuchnia, pełna natura wokół i sauna na brzegu. Z Mustion Linna do Tammisaari (po szwedzku Ekenäs), który otwiera się na archipelag o tej samej nazwie, jest zaledwie 33 kilometry. Tammisaari, rozciągnięte między portem a średniowieczną starówką, wraz z Karis i Pojo tworzy Raasepori, czyli Raseborg, nadmorską gminę.

Można tu wynająć jacht czy motorówkę, można wreszcie skorzystać z niezliczonych propozycji rejsów na okoliczne wyspy. W samym Tammisaari stoją dwa budynki zaprojektowane przez najważniejszego fińskiego architekta XX wieku Alvara Aalto. Choćby dla nich warto tu przyjechać. Ale o powszechnym tu opętaniu projektowaniem najlepiej przekonać się w odległym zaledwie o 25 km Fiskars Village.

Od działa do szpilki

Powstała wokół kopalni miedzi osada z halami produkcyjnymi, budynkami zarządu i domami górników zmieniła się w siedzibę firmy znanej z precyzji wykonania siekier, pługów czy nożyczek. Rozpoznawalne na całym świecie ergonomiczne nożyczki z pomarańczowym uchwytem powstały właśnie tutaj. Dzisiaj jednak już nie ma tu produkcji przemysłowej, a osada zmieniła się w wielki żywy skansen. Tysiące przykładów wzornictwa Fiskarsa – często dziwacznych konstrukcji i zastosowań – ogląda się w firmowym muzeum. Najciekawsze jednak dzieje się poza nim.

Poprzemysłowe budynki zmieniono w galerie sztuki, warsztaty artystów i rzemieślników w sklepy z designem z całej Finlandii, od klasycznych marek po chałupnictwo. Gdzieniegdzie sklepik z ręcznie robioną czekoladą, ekorestauracyjka, bar z sokami z miejscowych warzyw i owoców, butikowa piekarnia, ciastkarnia czy warsztacik, w którym „artysta hutnik” wydmuchuje szkło i zachęca do tego gości. A wszystko w relaksującej atmosferze zieleni i spokoju ulic, po których prawie nic nie jeździ. Mnogość pięknych przedmiotów poraża, ale i tak największe wrażenie robi fabryczny sklep producenta siekier.

Ilość i różnorodność zastosowań narzędzi, w które można się tam wyposażyć, naprawdę robi wrażenie. Samych nożyczek jest tu kilkadziesiąt rodzajów. „Daję ci broń na wybór – od działa do szpilki”, dumnie oświadczał Tadeusz, wyzywając na pojedynek majora Płuta, w krótkich słowach precyzyjnie opisując zarazem zawartość sklepu...

Dobrze wraca się wygodną drogą przez las. Droga jest całkowicie pusta. A jednak nieliczne samochody rzetelnie przestrzegają ograniczeń. I trudno powiedzieć, czy dzieje się tak z uwagi na wysokość mandatów dostosowywanych tu indywidualnie do zarobków, czy może to jeszcze jeden aspekt tajemniczego fińskiego sisu.

Łukasz Modelski

Artykuł pochodzi z kategorii: Zwiedzaj świat

Zobacz również

  • Każda pora roku jest dobra, by wybrać się na Maderę, portugalską wyspę wulkaniczną na Atlantyku. Zwłaszcza zima – u nas mróz, a tam temperatura nie spada poniżej 20ºC. Wszechobecna zieleń i... więcej